Ale tak naprawdę jest to ogólnik. W Japonii liczy się nazwa szkoły (czyli stylu) i jak jest stara (jakie ma tradycje). A tam rzeczywiście istnieją stare „stylowe” szkoły, których założyciele żyli w średniowieczu. Jak mówił mi Key Yashima, mieszkaniec Tokyo, który przebywał u nas w Świebodzinie trzy lata - szkoły Ju-Jitsu u nich są rzadkie i bardzo drogie. Większość kultywuje stare tradycyjne techniki. Ale popularne jest bardzo Brazylijskie Ju-Jitsu mające mało wspólnego z japońskim.
W Polsce mamy do czynienia z wieloma organizacjami działającymi na zasadzie klubów, które nauczają Ju-Jitsu w formie samoobrony lub sportu. Część z nich stara się wprowadzać stare formy. Jednak instruktorzy muszą wtedy jeździć na seminaria na zachód Europy i uczyć się od mistrzów japońskich, którzy przyjeżdżają z Japonii, lub od Europejczyków, którzy jeżdżą po naukę do Japonii. W Polsce też organizuje się takie międzynarodowe seminaria, ale jest to jeszcze rzadkość, gdyż jak zwykle brakuje na to finansów.
Ja posiadam 7 Dan nadany przez starszych mistrzów Polskiej Akademii Ju-Jitsu. Co prawda jestem (jak sam uważam) „za młody” na tak wysoki stopień, ale Soke Eugeniusz Sikora (10 Dan) jako Prezydent całej organizacji stwierdził, że na taki stopień zasługuję. Razem tworzyliśmy zręby Ju-Jitsu w Zielonej Górze zaczynając w TKKF na ul. Chrobrego. Było to ponad dwadzieścia lat temu. Zastępcą Prezydenta PAJD zostałem wybrany na walnym zjeździe członków 9 kwietnia. Cieszę się, że koledzy ćwiczący razem ze mną obdarzyli mnie takim zaufaniem. Mam nadzieję, że ich nie zawiodę.
Skąd wzięło się u Pana zainteresowanie sztukami walki? W jakim wieku i gdzie zaczął Pan trenować?
Sztukami walki a w zasadzie samoobrony interesowałem się od dziecka. Ale w latach 70/80 brak było jakichkolwiek sekcji w małych miastach. Tylko miasta wojewódzkie miały sekcje Judo. Ja, jaki i niektórzy moi koledzy czytaliśmy namiętnie miesięcznik „Żołnierz Polski” a właściwie jego przedostatnią stronę, gdzie młody instruktor – oficer wojska, publikował serię pn. „Chwyty obronne”. Tym człowiekiem był obecny Soke (najwyższy mistrz) dr Krzysztof Kondratowicz (11 Dan), nestor polskiego ruchu Ju-Jitsu. To od niego tak naprawdę zaczęło się polskie Ju-Jitsu.
A ja zaczynałem moją drogę Ju-Jitsu w Nowej Soli w 1982r. w sekcji prowadzonej przez Sempai (później Sensei – mistrza) Jana Obolewicza, któremu zawsze winien jestem szacunek za wprowadzenie w arkana tej trudnej sztuki.
To już prawie 25 lat Pańskiej przygody z Ju-Jitsu. Czy trening kiedyś się skończy? Czy przychodzi taki czas, że nie można się już niczego więcej nauczyć?
Nie. W żadnym wypadku. Mam nadzieję, że zdrowie nadal będzie dopisywać i będę nadal ćwiczyć i prowadzić zajęcia. Nie można powiedzieć, że już się wszystkiego człowiek nauczył. Wprost przeciwnie. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę jak niewiele potrafię. Może to brzmi dziwnie, ale nie wszystko polega na umiejętnościach technicznych. W znacznej mierze sztuki walki to trening psychiczny. Na swojej drodze spotykałem wielu mistrzów i to nie tylko Ju-Jitsu. Za każdym razem wyciągałem z tych spotkań jakieś wnioski i za każdym razem uzmysławiałem sobie jak wiele mam jeszcze przed sobą.
Pochodzi Pan z Zielonej Góry, jak się stało, że zamieszkał Pan w Świebodzinie.
Nie pochodzę Zielonej Góry. Urodziłem się w Świebodzinie. Tu kończyłem podstawówkę „trójkę”. Ale do szkoły średniej chodziłem w Nowej Soli – do Technikum Elektrycznego. I mieszkałem tam w internacie. Po skończeniu technikum dostałem się na studia do Zielonej Góry na WSP. Tu po pięciu latach uzyskałem tytuł magistra historii - w 1991r. Dopiero wtedy na stałe wróciłem do Świebodzina. Stąd też sporo ludzi sądzi, że nie pochodzę z naszego miasta. A do Świebodzina chciałem wrócić, bo stwierdziłem, że jest jednym z najładniejszych miasteczek w Polsce.
Kiedy została otworzona pierwsza sekcja Ju-Jitsu w Świebodzinie i jak to wyglądało na początku? Czy trudno było znaleźć chętnych do nauki?
Sekcja w Świebodzinie powstała w 1992r. Ja byłem wtedy nauczycielem historii w Szkole Podstawowej nr 6. Pomysł poparł Dyrektor Szkoły Józef Mikołajczyk, z którym razem doszliśmy do wniosku, że to świetny pomysł. Przede wszystkim miały z tego skorzystać dzieci z „szóstki”. Chodziło o to, aby dodatkowo czymś młodych ludzi zając, aby mieli alternatywę, bo nuda to największe zło. Stąd potem narkomania i inne zachowania patologiczne. Chętnych nie brakowało. Na początku przyszło ponad 60 osób. Ale jak zwykle słomiany zapał wygasł. Gdy po roku dyrektor wraz z jednym z rodziców pomógł w zakupie materacy, (które służą do tej pory i szkole i nam) to w sekcji ćwiczyło około 20 osób. To byli najbardziej wytrwali.
Ile osób do tej pory przewinęło się przez Pańską szkołę?
Trudno to sprecyzować. Jak obliczałem na podstawie starych kart zgłoszeniowych to wyszło ponad dwa tysiące. Liczba olbrzymia, ale trzeba tu zaznaczyć, że rotacja jest olbrzymia. Bywają tacy ludzie, że przyjdą na pierwsze dwa, trzy treningi i już kończą karierę w Ju-Jitsu. Każdy ma swoja drogę życia. Nie zawsze jest to droga Ju-Jitsu. U nas jest rygor i ciężka praca. Nie każdemu to odpowiada.
Czy któraś z tych osób doszła do stopnia mistrzowskiego? Czy może prowadzą gdzieś teraz swoje własne szkoły?
W sekcji świebodzińskiej wykształciłem trójkę mistrzów: Sylwię Boczkowską, Dorotę Lewandowską i Artura Banasia. Mają czarne pasy i 1 Dan JJ. Nie prowadzą swoich sekcji. Natomiast za czasów studenckich, gdy prowadziłem na uczelni zajęcia z Ju-Jitsu i Judo dla studentów wykształciłem dwóch mistrzów: Mirosława Glaz i Roberta Gembarę. Obaj mają już wysokie stopnie mistrzowskie JJ. Pierwszy z nich prowadzi sekcję w Krośnie Odrzańskim a drugi w Żaganiu. W sekcji na WSP zaczynał też obecny mistrz z Zaboru – Artur Czelny, prowadzący tam sekcję. To moi przyjaciele i zarazem uczniowie. Ale poza tym, gdy w Zielonej Górze powstawały sekcje na początku lat 90 tych, to wielu późniejszych mistrzów uczyło się u mnie podstaw Ju-Jitsu.
Trenujecie w PSP nr 6 dwa razy w tygodniu po 1,5 godziny. Jak długo trzeba trenować, aby móc się obronić przed atakiem bandziora na ulicy? Czy kilka miesięcy treningu wystarczy, czy trzeba lat pracy?
To trudne pytanie. Tak naprawdę nie można jednoznacznie określić ile czasu potrzeba człowiekowi do wykonania skutecznego kontrataku. Każdy jest inny i ma inną psychikę. Bo to nie chodzi o techniczne aspekty obrony, ale o przełamanie bariery psychicznej. Znam ludzi, którzy w momencie ataku drętwieją i nie wiedzą, co robić. A są tacy, co bronią się machinalnie. U nich element zaskoczenia mija z upływem przysłowiowej sekundy. Bariera psychiczna to podstawowy problem broniących się. Element paniki powoduje, że człowiek nie wie, co robić. Na treningach poprzez żmudne powtarzanie technik a w szczególności odpowiedzi na klasyczne formy ataków wyrabiamy mechanikę obrony. Człowiek znający metody ataków jest na nie przygotowany. Element paniki prawie nie występuje. Jedni osiągają taką perfekcję szybciej a inni wolniej.
Gdy słyszę, że ktoś „rzuca” hasłami typu: „ u nas po trzech miesiącach treningów obronisz się przed bandytą” – to się z tego śmieję. Ja nigdy takich obietnic nie składam. Często się zdarza na treningach, że młody człowiek (szczególnie najmłodsi) pyta o to samo: kiedy nauczy się bić? Ja zwykle odpowiadam krótko: „tutaj nauczysz się myśleć a nie bić”. Nie sztuką jest pobić innego. Sztuką jest obronić się i nie zrobić krzywdy.
W sekcji trenują również dziewczyny i kobiety. Czy nie jest to dla nich zbyt brutalna sztuka walki? Czy dają sobie radę?
Ależ kobiety i dziewczyny radzą sobie znakomicie. Ju-Jitsu jest wszechstronne i tak naprawdę miękkie i finezyjne. To kwestia nastawienia się do treningu i wytrwałości w ćwiczeniach. Kobiety najbardziej boją się wysiłku fizycznego. Ale ten występuje na treningach w zasadzie tylko na rozgrzewkach. Fakt, że rozgrzewki są ciężkie (nie zawsze). Ale trzeba zrozumieć, że bez solidnego rozgrzania całego organizmu nie można ekstremalnie obciążać stawów przy dźwigniach i padać na matę z wysokości niekiedy 1 metra. Znam wiele kobiet, które ćwiczą długo Ju-Jitsu i mają czarne pasy. Ćwiczenie każdej sztuki walki zdecydowanie wyrabia u kobiet pewność siebie i szybkość reakcji.
W sekcji jest również grupa najmłodszych „parolatków”. Od ilu lat można zacząć trenować Ju-Jitsu? Jak podchodzą do treningu najmłodsi? Podoba im się to?
Tak. Istnieje grupa dzieci klas I-V szkoły podstawowej. One ćwiczą osobno, nie z grupą starszą. Pomysł zrodził się, gdy moje córki zaczęły chodzić do szkoły. Stwierdziłem, że trzeba też zapewnić im czas na trening i rozwój kultury fizycznej. Zajęcia z dziećmi prowadzone są w formie Judo, gdzie istotne są elementy gimnastyki i ćwiczeń ogólnorozwojowych. Dochodzi też element walki na macie i rywalizacji. Dzieci nabierają pewności siebie. Niestety trening z najmłodszymi jest trudniejszy niż ze starszą grupą. To zazwyczaj kilkanaście „charakterków”, które trzeba najpierw nauczyć dyscypliny na treningu a dopiero później realizować założenia treningowe. Ale za to pewnym czasie taka grupa świetnie sobie radzi i nawet jeżdżę z niektórymi na zawody w Judo. Najmłodsi w większości chcą sami trenować, ale niestety stwierdzam, że cześć przychodzi na zajęcia z nastawieniem, że „rodzice kazali”. Na szczęście są to jednostki.
A co do wieku, w którym należy zacząć ćwiczenia, to trudno odpowiedzieć. W Japonii dzieci ćwiczą sztuki walki już od 3 roku życia. Ale to inna kultura i mentalność ludzi. To zależy od doboru form i metod treningu. Specyficznie dla każdej grupy wiekowej. Przede wszystkim grupy nie mogą być za duże.
Czy można was zobaczy na pokazach, zawodach? Gdzie można znaleźć więcej informacji o Ju-Jitsu?
Prowadzimy niekiedy pokazy. Ale rzadko. Każdy pokaz wymaga przygotowania i poświęcenia czasu na opracowanie choreografii. Nie można sobie pozwolić na najdrobniejszy błąd przy szybkim demonstrowaniu technik. Pamiętajmy, że tu wygina się ekstremalnie kończyny, rzuca się ludźmi z wysokości. To jest wysiłek dla całego zespołu pokazowego. Dlatego pokazy są rzadkie. Wynika to też częściowo z braku czasu przeze mnie. Przy charakterze mojej pracy zawodowej (jestem policjantem) nie mogę sobie pozwolić na nadmierne poświęcanie czasu na pokazy.
Jeśli chodzi o zawody to nie jestem ich zwolennikiem. W Judo owszem, są bezpieczną formą rywalizacji. Ale w Ju-Jitsu trudno o ustalenie jednolitych reguł sportowych. Polski Związek Ju-Jitsu (Śląsk) organizuje zawody w Duo Systemie i Fighting. Ale ja mam przykre doświadczenia wyniesione dawno z podobnych zawodów (wyłamanie stawu łokciowego). Uważam, że takie formy wchodzą w sport wyczynowy. A jeśli taka forma to musimy zapewnić zawodnikom tzw. odnowę biologiczną. Mnie z kontuzją pozostawiono samego. Nie zdecyduję się nigdy poświecić kogokolwiek na taki stres. Poza tym proszę mi pokazać w Świebodzinie ośrodek z odnową biologiczną dla sportowców.
A informacje o Ju-Jitsu można obecnie zobaczyć na stronach internetowych. Wystarczy wybrać na jakiejkolwiek przeglądarce hasło; „Ju-JItsu, Jiu-Jitsu, bądź Ju-Jutsu” i można czytać i oglądać do woli. Tu przy okazji podam adres świebodzińskiej strony:
www.ju-jitsu.swiebodzin.com. oraz Polskiej Akademii Ju-Jitsu:
www.pajj.pl
Wrócimy jeszcze do Pana. Czy gdyby miał Pan znów „naście” lat, czy wybrałby Pan tę samą sztukę walki, czy skłoniłby się ku innej?
Tę lub tą, – jak kto woli. Nie żałuję, że wybrałem Ju-Jitsu. Trafiłem na swojej drodze na wspaniałych ludzi. Oni kształtowali moje ścieżki. Początkowo adept sztuki walki musi się na kimś wzorować. Olbrzymią rolę w wyborze Ju-Jitsu odegrali moi rodzice. Mama (i babcia) zawsze pytała czy to, aby bezpieczne i kazała na siebie uważać. A tato zawsze „po cichu” wspomagał jak mógł. Obecnie, żona też wiele toleruje. Przecież zajęcia odbywają się kosztem rodziny. Inne sztuki walki też są wspaniałe. Nie ma lepszych ani gorszych. Gdybym ćwiczył coś innego i spotkał podobnych dobrych ludzi, też pewnie bym nie żałował. Tak naprawdę wola ćwiczenia zależy też od instruktora – człowieka, który cię dostrzega. Jeśli nie jest sadystą zapatrzonym wyłącznie w siebie to zawsze można się na nim oprzeć.
Mam szacunek do Karate, Judo, Aikido, Kung-Fu, Kendo, Iaido, i innych niewymienionych sztuk walki. Są wspaniałe. Ale krótko odpowiem – tak – Ju-Jitsu. Jeszcze raz bym wybrał.
Jakie macie plany w obecnym 2006 roku? Jakie plany na najbliższe lata?
Ooo.. planów jest wiele. Najważniejsze, że w październiku mamy wspólnie ze Szkołą Podstawową nr 6 otrzymać prawdziwą matę, pole walki 8x8 m. Wreszcie materace nie będą się rozjeżdżać, co poprawi bezpieczeństwo ćwiczących. Pieniądze na ten cel przeznaczył samorząd Miasta i Gminy Świebodzin, za co jesteśmy bardzo wdzięczni Panu Burmistrzowi Dariuszowi Bekiszowi i Radnym.
Jak dobrze pójdzie to będziemy mogli zorganizować i zawody Judo najmłodszych i seminarium- konsultacje dla ćwiczących Ju-Jitsu z kraju.
Dalej marzy mi się zaproszenie któregoś z japońskich mistrzów lub z Europy Zachodniej, a kilku ich poznałem. Ale to powoli.
Na razie na najbliższe czasy – praca w Sekcji, praca w Sekcji …..
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.